Skrępowanie, Elżbieta Szczodrowska, 1971

Kobiety ciężarne w obozie Stutthof

Ile kobiet w ciąży deportowano do obozu Stutthof? Częściowo zachowane źródła pozwalają potwierdzić jedynie kilkadziesiąt takich przypadków, choć z pewnością było ich znacznie więcej, zwłaszcza w 1944 r., gdy do obozu koncentracyjnego Stutthof trafiły tysiące kobiet.

Stosunek władz obozowych do ciężarnych więźniarek był negatywny. Już na etapie przyjmowania do obozu oraz podczas selekcji kobiety te stawały w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Ciąża nie tylko nie gwarantowała im szczególnego traktowania, wręcz przeciwnie – była postrzegana jako przeszkoda, ponieważ ciężarne uznawano za niezdolne do pracy w obozie.

Historia Cecylii Stenke jest wyjątkowa, ponieważ stanowi pierwsze potwierdzone źródłowo świadectwo narodzin dziecka więźniarki w obozie Stutthof.

Cecylia Stenke była 37-letnią Polką i matką czwórki dzieci. Pochodziła z Kaszub. Do Stutthofu trafiła 12 grudnia 1941 r. z placówki gdańskiej policji kryminalnej jako zakładniczka. Jako więźniarka policyjna pozostawała w dyspozycji gdańskiej policji, która prowadziła przeciwko niej postępowanie śledcze. W obozie otrzymała numer 12405.

W chwili osadzenia w Stutthofie była w piątym miesiącu ciąży. Po trzech miesiącach, 8 marca 1942 r., na kobiecym oddziale szpitala obozowego przedwcześnie urodziła martwego chłopca. Cecylia Stenke przebywała w obozie do 12 sierpnia 1943 r., kiedy została ponownie przekazana do policyjnego aresztu. Jej dalsze losy pozostają nieznane.

Zmarłemu dziecku Cecylii Stenke wystawiono akt zgonu, który zachował się w księdze stanu cywilnego z 1942 r.

Kobiety przybyłe do obozu poddawano badaniom, a informacje uzyskane podczas wywiadu lekarskiego wpisywano do księgi szpitalnej.

Księga szpitalna z 1943 r. – jedyny zachowany egzemplarz tego typu – obejmuje okres od marca do grudnia i zawiera nazwiska osiemnastu kobiet, u których w dniu przyjęcia do obozu Stutthof stwierdzono ciążę. Były to Polki, Żydówki, Niemki i Rosjanki. Większość z nich zakwalifikowano jako więźniarki wychowawcze i po pewnym czasie zwolniono z obozu z nakazem podjęcia pracy. Dwie kobiety pochodzenia żydowskiego odesłano do KL Auschwitz. Pozostałe, uznane za więźniarki polityczne, pozostawiono w obozie bez określenia terminu zwolnienia.

Rok 1944 zapisał się w historii obozu Stutthof jako szczególny okres. Był to czas napływu dużej liczby kobiet, wśród których najliczniejszą grupę stanowiły Żydówki. Wśród osadzonych znalazły się również Polki, w tym ponad 700 mieszkanek Warszawy przywiezionych w czasie Powstania Warszawskiego.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdowały się w KL Stutthof więźniarki żydowskie. Kobiety będące w ciąży kierowano na śmierć. Jeśli ciąża nie została rozpoznana podczas selekcji, a poród następował już w obozie, noworodki były zabijane.

Pewnej nocy obudziły nas jęki. Jedna z kobiet rodziła. W panujących ciemnościach nie można było pomóc rodzącej. Na świat przyszła dziewczynka. Nazajutrz rano odbyła się selekcja. Wygnano nas wszystkie z baraku. Wewnątrz została tylko położnica z noworodkiem. Niemiec przeprowadzający selekcję kazał wynieść ją na zewnątrz. Dwie kobiety wywlokły ją na kocu i położyły na śniegu. Nie trwało długo, jak przestała dawać znaki życia, ale dziecko jeszcze żyło. Jedna koleżanka wzięła je na ręce i chciała zanieść do rewiru, ale dostała straszne bicie i musiała położyć dziecko koło trupa matki. (relacja Chai Ber)

Dokument obozowy więźniarki łotewskiej Erny Udris, w którym podano, że była w szóstym miesiącu ciąży – zapis o treści: Schwanger 6 Monate

Według relacji jednej z więźniarek opiekujących się chorymi w szpitalu obozowym, w ostatnich miesiącach istnienia obozu Stutthof, jednocześnie w trakcie prowadzonej ewakuacji więźniów w obozie urodziło się około siedmiorga dzieci.

Z dokumentu obozowego z 23 kwietnia 1945 r., zawierającego zbiorcze dane dotyczące liczby więźniów, wynika, że tego dnia w obozie Stutthof przebywało 30 dzieci. Wraz z matkami zostały one objęte ewakuacją drogą morską i po opuszczeniu obozu 25 kwietnia 1945 r. przewiezione z Helu barkami o nazwach „Wolfgang” oraz „Vaterland” w kierunku Niemiec, do rejonu portu w Neustadt w Zatoce Lubeckiej, gdzie 3 maja 1945 r. doczekały zakończenia wojny.

Relacje byłych więźniarek wskazują również, że w skrajnie dramatycznych warunkach – zarówno podczas ewakuacji lądowej (rozpoczętej 25 stycznia 1945 r.), jak i morskiej – kobiety rodziły dzieci. Porody odbywały się bez podstawowej opieki medycznej, w warunkach skrajnego wyczerpania i zagrożenia życia. 

Po pierwszej ewakuacji obozu, od stycznia 1945 r. do kwietnia 1945 r., urodziło się około siedmioro niemowląt. Część matek przybyła do obozu po Powstaniu Warszawskim. Była też m.in. jedna Rosjanka, także Estonka. Dzieci, dzięki opiece więźniarek, dzięki dokarmianiu mlekiem, za wyjątkiem jednego, przeżyły. Zdobywanie mleka było możliwe, gdyż w tym czasie większość władz obozowych już uciekła. Część z dzieci została ewakuowana jedną z barek do Szwecji i stamtąd po dłuższej pielęgnacji odesłano je do kraju. (relacja Stanisławy Kłosińskiej)

29.01. Marsz 20 km. Postój w stodołach. Łotyszka ma bóle porodowe i nie może urodzić, bo za zimno. Do domu jej szwaby nie przyjęli. Zbrodniarze! Wyje z bólu. 5.02. Łotyszka wreszcie urodziła swe pierworodne dziecko. Dziecko zmarło. Łotyszka też. Pochowali ją gdzieś w polu. (relacja Heleny Jarockiej)

Drugiego dnia, a była to niedziela, przyprowadzono transport niewiast, więźniarek, bardzo wynędzniałych i źle ubranych, prawie gołych. Wówczas jedna z więźniarek porodziła dziecko. Jeden ze strażników zaproponował, aby któraś z niewiast z Luzina zabrała to dziecko na odchowanie, bo niewiasta w połogu prawie dogorywała. Wkrótce też zmarła. Chłopiec, na imię dano mu Janek, długo jednak nie żył, coś koło 14 dni. (relacja Wandy Mejer)

Przewijanie do góry