- Imię : Małgorzata
- Nazwisko: Artwich
- Miejsce urodzenia: obóz koncentracyjny Stutthof
- Data urodzenia: listopad 1944 r.
Matką Małgosi była Halina Artwich. Mieszkała w Warszawie z mężem - Janem i synem Markiem. Pracowała w sierocińcu dla dzieci. Jan był krupierem w jednym z kasyn. Włączył się w konspirację. Należał do komórki wywiadowczej Armii Krajowej. W lipcu 1944 r. wobec wzrastającego w mieście napięcia, rodzice Haliny zabrawszy wnuka Marka wyjechali z miasta na Podlasie.
Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie Mama była w piątym miesiącu ciąży. Tym razem bardzo oczekiwała dziewczynki, Małgosi. Niemcy dom po domu zdobywali ulice Mokotowa. Przyszła kolej na kamienicę Mamy. Wygarnęli wszystkich mieszkańców. Pognali ich do obozu przejściowego w Pruszkowie. W pochodzie warszawiaków popędzanych kopniakami i kolbami karabinowymi, wśród okrzyków „Raus” i „ Banditen ”, szli: Mama, jej mąż Janek i jego siostra Fela. Po kilku dniach oczekiwania cała trójka została załadowana do pociągu jadącego na północ. Upiorna jazda w nieopisanym tłoku trwała dwa dni. Okazało się, że docelowym miejscem tego pierwszego transportu z ogarniętej Powstaniem Warszawy jest nadmorska wioska Stutthof. Pierwszy raz w swoim życiu Mama była nad morzem. (relacja Tomasza Wojtkowskiego)
Do obozu Stutthof ten transport przybył 31 sierpnia 1944 r. Halinę oznaczono numerem 87414, Felicję - 87413, Jana zaś 78397. Kobiety oddzielono od mężczyn. Halina i Felicja przebywały razem. Codziennie po apelu chodziły do pracy. Kiedy nastał czas zbioru ziemniaków więźniarki chodziły na pola do miejscowych gospodarzy. Halina ukrywała ciążę. Bała się. Jesienią 1944 r. wybuchła w obozie epidemia tyfusu plamistego. Wtedy też zachorowała Halina. Gdy pojawiły sięoznaki choroby i wysoka gorączka nastał zas porodu.
Wycieńczona głodem i ciężką pracą, chora na tyfus, nie dbająca od siódmego miesiąca ciąży o higienę i dietę, ledwo żywa, dwudziestoczteroletnia dziewczyna wydała na świat zdrowe, choć bardzo wychudzone dziecko. Moja siostra Małgosia żyła tylko kilka dni. Współwięźniarki próbowały ratować dziecko i matkę. Znalazła się jednak wśród nich jedna, która doniosła. W baraku pojawiła się strażniczka obozowa i wyrwała dziewczynkę z objęć bezsilnej matki. Mama opowiadała mi, że wtedy stało się z nią coś, co być może pozwoliło jej przetrwać. Odizolowała się od świata, przestała myśleć o strachu i śmierci, żyć marzeniami i wspominać przeszłość. Mówiła o tym stanie umysłu: „ Ogarnęła mnie absolutna tępota. Nie płakałam po utracie Małgosi, nie przeżywałam swojego upokorzenia i upodlenia. Chodziłam jak automat. Było mi wszystko jedno. Czekałam na śmierć bez żadnych emocji.” (relacja Tomasza Wojtkowskiego)
Halina wzięła udział w ewakuacji morskiej 25 kwietnia 1945 r. Płynęła na barce o nazwie „Vaterland", która dotarła w rejon portu Neustadt w Zatoce Lubeckiej. Rejs w kierunku Niemiec trwał kilka dni. Warunki były dramatyczne. Ciała zmarłych wyrzucano do morza. 3 maja 1945 r. wojska brytyjsie wkroczyły do Neustad. Więźniowie obozów Stutthof i Neuengamme doczekali wolności. Halina trafiła do miejscowego szpitala. Po powrocie do zdrowie przez kilka miesięcy została w Niemczech. Praowała jako kelnerka w kantynie jednostki wojskowej. Do Polski powróciła jesienią 1945 r. w jednym z pierwszych transportów. Jej rodzice i syn przeżyli. Mąż Jan zginął w obozie Natzweiler. Halina podjęła pracę w jednym z warszawskich przedszkoli. W 1952 r. ponownie wyszła za mąż. Urodziła dwóch synów - Tomasza i Wojciecha. Halina zmarła w 1977 r.

