Matką Zosi była Stanisława Rokita, która przybyła do obozu Stutthof razem z mężem Bronisławem 31 sierpnia 1944 r. w transporcie mieszkańców Warszawy, których zatrzymano w czasie walk powstańczych w mieście i poprzez obóz przejściowy w Pruszkowie skierowano do Stutthofu. W obozie otrzymała numer 87118 (jej mąż 77921) i kategorię więźniarki politycznej, skazanej na pobyt bezterminowy. Trafiła do baraku na terenie Nowego Obozu i tam przebywała z innymi kobietami. Była w początkowym okresie ciąży. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, zwolniona została z wykonywania pracy. Jednak podobnie jak inne więźniarki, była represyjnie traktowana przez blokową (więźniarkę funkcyjną) poprzez bicie pejczem. Zmuszana - brała udział w wielogodzinnych apelach.

W styczniu 1945 r. urządzono nam kąpiel. Spędzono wszystkie więźniarki: Estonki, Rosjanki, Polki,oprócz Żydówek, do jednego baraku na starym lagrze (Starym Obozie). Ja razem z Polkami z transportu warszawskiego byłam na nowym lagrze i tam urządzono kąpiel pod prysznicami. Po kąpieli wypędzo nas nago na plac i tam się ubierałyśmy, a mróz był duży. Po tej kąpieli zachorowałam na zapalenie płuc i tyfus. Nie wiem, jak długo łeżałam chora, ale jak mnie przyprowadzono z rewiru (szpitala), to już śnieg topniał. Nie mogłam chodzić, nic nie słyszałam i już do dziś nie słyszę na prawe ucho. Później, na kilka tygodni przed ewakuacją, Polki przeniesiono na stary lager (Stary Obóz). Tam trochę wróciły mi siły, bo więźniarki, które obierały ziemniaki w kuchni esesmańskiej, z narażeniem życia przynosiły nam ziemniaki.

W kwietniu 1945 r., będąc już w zaawansowanej ciąży, wzięła udział w ewakuacji morskiej. Po opuszczeniu obozu więźniów skierowano pieszo do Mikoszewa, skąd łodziami desantowymi przewieziono ich na Hel, a następnie barkami w kierunku Niemiec. Jednostki te nie były przystosowane do żeglugi pełnomorskiej. Stanisława znajdowała się na barce o nazwie „Vaterland”. Więźniów umieszczono w ładowniach, pozbawiając ich dostępu do wody i świeżego powietrza. Wielu nie przeżyło trudów tej podróży. Ciała zmarłych wyrzucano za burtę. Kobiety w ciąży oraz matki z niemowlętami przebywały w wydzielonej części pokładu. W tych skrajnie trudnych warunkach dla Stanisławy nadszedł czas porodu.

Ja urodziłam na barce. Gdy zaczął się poród, ludzie stłoczeni na barłogu ścieśnili się jeszcze bardziej, żebym mogła się położyć. Wśród nas był radziecki lekarz i on odebrał dziecko i zajął się mną. Również kobiety, które miały małe dzieci pomogły mi. Ubrały moje dziecko i zawinęły w pieluszki. Jeden raz Niemcy dali kaszkę mannę i pozwolili ugotować dzieciom. Byłam już wtedy po porodzie i też dostałam trochę tej kaszki.

Córka Stanisławy otrzymała imię Zofia Maria. Po wielu dniach rejsu barka dotarła w rejon portu w Neustadt, gdzie więźniowie doczekali zakończenia wojny. Ze względu na zły stan zdrowia Stanisława wraz z córką trafiły do szpitala w Neustadt. Tam zostały rozdzielone. Po trzech miesiącach, po opuszczeniu szpitala, Stanisława odnalazła córkę. Niestety dziewczynka chorowała i 9 lipca 1945 r. zmarła. Zosia została pochowana na cmentarzu w Neustadt.

Przewijanie do góry