Dzieci bezimienne

Gita była ładna i młoda. Gdy przybyła do Stutthofu była w ciąży. Była jak laleczka. Miała niebieskie duże oczy. W tej szerokiej sukni w pasy jej ciąża była niewidoczna. Często ona czuła się niedobrze i każda z nas  starała się jej pomóc.  Aż pewnego dnia dostała bóle i zaczęła rodzić. Między nami była akuszerka, pochodziła z Wilna Brajna Sarapej i ona jej pomogła. Poród odbył się w sąsiednim łóżku, obok mnie i ja wszystko widziałam. Gita starała się nie krzyczeć, mimo okropnych bóli. Ja leżałam obok położnicy i szmatką wycierałam jej pot z twarzy. Ona trzymała się po bohatersku. Nie krzyczała tylko gryzła wargi. Poród trwał całą noc. Nad ranem urodziła się dziewczynka, piękna jak laleczka. Miała niebieskie oczka jak jej matka. Ale co dalej? Wszystkie kobiety w bloku były wystraszone. Bano się, że za ten poród zostaniemy wszystkie ukarane. (relacja Jaffy Ulpan)

Przewijanie do góry